wtorek, 11 sierpnia 2015

Nie narzekaj, że masz pod górę, skoro zmierzasz na szczyt.

Długo nie pisałam. Pora się wytłumaczyć. Głównym sprawcą jest brak czasu, wywołujący brak motywacji. Wolny czas poświęcałam głównie obowiązkom. A gdzie miejsce na przyjemności? Nie chciałam pisać czegoś na siłę, na szybko. 

Mijał dzień za dniem, a moja głowa była coraz cięższa od wyrzutów sumienia spowodowanych zaniedbaniem bloga. Traktuję go jak moje małe "dziecko", któremu ostatnio poświęciłam za mało swojej uwagi. Pamiętam swoje słowa, gdy byłam dzieckiem: "Mamo chcę być już dorosła, chodzić do pracy, gotować obiady, sprzątać i nosić torebkę!" Ta... nie wiedziałam co mówię! Dzieciństwo było takie piękne! No dobra, torebkę nadal chcę nosić i to najlepiej co jakiś czas nową :) Punktem zwrotnym był dzień, gdy zajrzałam do swojego kalendarza, w którym zakładka zatrzymała się na 23 czerwca! Przez ten czas... w sumie nawet nie wiem co działo się przez ten czas. Wiem jedno, dni przelatywały przez palce.

Jednak wystarczy tego zrzędzenia! Czas zabrać się do roboty! Czasami trzeba z czegoś zrezygnować, aby poświęcić czemuś innemu. Postanowiłam po pierwsze - wstawać wcześniej. Przy moim trybie życia doba ma zdecydowanie za mało godzin... Jest to już jeden mały krok do rozwiązania blogowych problemów i nadrobienia zaległości :) Poza tym życie jest za krótkie, żeby spędzać je w łóżku. Jest tyle rzeczy do zrobienia! 

Po drugie zrobiłam porządek w okół siebie, zabrałam się za ogromne sprzątanie i pozbyłam się wielu zbędnych przedmiotów od ubrań przez kosmetyki po wszelkie akcesoria domowe. Potwierdzam stwierdzenie, że porządek w domu -  to porządek w głowie. Koniec sentymentów. "Produktem ubocznym" tego wielkiego sprzątania był pomysł na nowy post dotyczący minimalizmu. Pracuję nad tym.

Dodatkowo staram się planować swoje dni, wykonywać poszczególne zadania. Ich skreślanie na kartce daje ogromną satysfakcję i kopa do dalszego działania. Pozytywne podejście do wielu spraw i więcej luzu pozwala trochę odciążyć głowę od błahych problemów. Mniej problemów = mniej nerwów. Mniej nerwów = lepiej dla naszej urody :) 

Jestem ogromnie zmotywowana do działania. Staram się łączyć obowiązki z przyjemnościami i idzie mi nieźle. Może być tylko lepiej, trzymajcie kciuki. Jestem ciekawa, jak przebiegało Wasze przejście w krainę dorosłości i samodzielności. W moim przypadku organizm przeszedł mały szok, ale już wraca na starą drogę. Oby jak najmniej korków i jak najwięcej zielonych świateł! Życzę Wam dużo uśmiechu! 

Pozdrawiam, Aleksandra.

11 komentarzy:

  1. W takim razie trzymam kciuki za Ciebie i Twojego bloga:) Oby się dalej rozwijał:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki. U mnie wejście w dorosłość też było szokiem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś taka ładna, bardzo podobają mi się Twoje wpisy i blog. Pozdrawiam Wiktoria.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam podobnie.. Ostatnio kompletnie brakuje mi czasu, bo podjęłam pracę no i wiadomo, że trochę mi tego czasu ucieka, ale już dochodzę do tego, żeby sensownie rozplanowywać sobie dni i wrócić do pisania regularnych postów ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Grunt to przywrocic motywacje! My czekam! :D

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję Wam wszystkim, nie sądziłam że dostanę tyle wsparcia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. świent makijaż na zdjęciu!!
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  8. nareszcie jesteś! Fajny post, tak wiem szkoda życia na spanie ale ja tak lubię spać :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz i czas poświęcony na mojego bloga! ;)